poniedziałek, 9 stycznia 2012

Róbta co chceta


Po raz kolejny odbyła się w Polsce akcja o niezaprzeczalnym znaczeniu społecznym, przez chrześcijan uważana co najmniej za kontrowersyjną. Nie zamierzam tu zajmować się chrześcijańskim poglądem na WOŚP. Na ten temat napisano już wiele.

Mnie po raz kolejny intryguje jedno z jej przewodnich haseł, zamieszczone w tytule. Czy naprawdę świadczy o zachęcaniu uczestników do odrzucania wszelkich autorytetów? A może zachęta do wsłuchania się w głos własnego sumienia? Hasło to nie byłoby godne mojej uwagi i tych kilko pisanych słów, gdyby nie kojarzący mi się z nim niepomiernie fragment Księgi Koheleta (Koh 11,9)

Postępuj tak, jak każe ci serce, i używaj, czego pragną twoje oczy.(BW)
Chodź drogami serca twego, i według zdania oczu twoich. (BG)
Chodź drogami serca swego i za tym, co oczy twe pociąga. (BT)

Czyżby przedstawione powyżej  w trzech najpopularniejszych, polskich przykładach Biblii zdanie na zawierało tej samej treści, co tytułowe hasło?

Dodać by tu można, że według wielu biblistów używane w Bożym Słowie pojęcie „serce” odwołuje się do ludzkiej woli. A więc Kohelet zachęca, aby jego czytelnik postępował według własnej  woli. Róbta, co chceta.

Aby ustosunkować się do porównania tych dwóch, tak odległych i tak podobnych życiowych wskazań dobrze byłoby spojrzeć na kontekst cytowanego powyżej fragmentu – w przekładzie Biblii Warszawskiej:

Raduj się, młodzieńcze, w swojej młodości i bądź dobrej myśli, póki jesteś młody. Postępuj tak, jak każe ci serce, i używaj, czego pragną twoje oczy, lecz wiedz, że za to wszystko pozwie cię Bóg na sąd.
(Koh 11,9; BW).

Werset używany często jako straszak, szczególnie w stosunku do ludzi młodych. Według popularnego rozumowania radość, pozytywny stosunek do własnej osoby i własnych przeżyć, postępowanie według własnej woli i dążenie do korzystania z walorów, zauważonych w otaczającym świecie otoczeniu zostanie przez Boga osądzone negatywnie. Upraszczając – sam fakt, że radość z życia i zapewnianych przez nie pozytywnych doznań ściąga na człowieka sąd. Istnieje śląskie porzekadło: „z gracki przyjdą płacki” – co ma oznaczać, że skutkiem beztroski, zabawy, pozytywnych przeżyć jest płacz. Iście pokrętne rozumowanie, ale często obecne w Kościele.

Według opinii piszącego te słowa powyższy fragment zawiera w sobie znaczną dozę zachęty i pocieszenia. Nie straszy. Dla lepszego zrozumienia dobrze byłoby prześledzić mechanizm powstawania w ludzkim umyśle czegoś, co nazywamy „wolą”, „chęcią” lub „ pragnieniem”.

W ludzkim „centrum dowodzenia”, które znajduje się w głowie, w reakcji na bodziec pozytywny  pojawia się myśl o zwielokrotnieniu lub powtórzeniu tego bodźca oraz skorzystaniu z tych zjawisk lub przedmiotów, które ten bodziec wywołały. Nowy samochód, smaczny posiłek i napój, piękna kobieta lub przystojny mężczyzna, kwiat, plaża, plusk wody, miły zapach budzą myśli, które mogłyby przyznać następującą formę zwerbalizowaną:

Dobrze byłoby mieć taki nowy samochód!
Zjadłbym kawałek tortu. Wypiłbym tak wspaniale pachnące espresso!
Chętnie zapoznałbym się z taką piękną dziewczyną!
I oczywiście wiele innych.

Na tym etapie rzeczona myśl nie jest jeszcze wyrazem chęci, woli ani zamiaru. Wielu ludzi ma pozytywne uczucia na widok samochodu, kawy czy batonu, ale nie każdy natychmiast biegnie do salonu czy cukierni.

Taka myśl uruchamia dopiero w ludzkim „centrum dowodzenia” pierwszy akt woli. I ten moment  jest decydujący: wtedy właśnie myśl o treści „dobrze byłoby to mieć”  przeistacza się w chęć: „Chcę to mieć” Oczywiście w tym procesie nie bierze udziału jedynie sama pozytywna myśl – tu dochodzą zagadnienia dotyczące możliwości, pragmatyzm, zdanie innych osób, własne sumienie i wiele innych. Zamiar posiadania nowego samochodu zderza się tu z zasobnością portfela, poradami najbliższych, kwestiami praktycznymi, zdolnością kredytową itp. Po rozważeniu wszelkich „impulsów towarzyszących” może pojawić się chęć zakupu. Akt woli.
Oczywiście w przypadku zakupu samochodu spraw do rozważenia będzie wiele. W przypadku „pokusy” jaką jest zapach espresso, kwestii wątpliwych będzie mniej. Zawsze jednak wystąpi pewna chwila, w której zwyczajne zainteresowanie stanie się aktem woli. Człowiek spragniony powie wtedy: „Proszę o kawę”.

I tak z kilkudziesięciu osób, które z podziwem przyglądają się nowemu modelowi pojazdu, kilka osób powie „Chcę go mieć”, a być może co druga osoba, upajająca się zapachem kawy tenże napój zamówi.

Wśród krótko powyżej opisanych zagadnień, biorących udział w przeistoczeniu się zwykłego impulsu myślowego w skuteczny akt woli wymienić należy jeszcze sumienie oraz nabytą w trakcie spotkań oraz domowego studium biblijną znajomość woli Bożej.

Dlatego chrześcijanin, kuszony przez działających na granicy prawa koleżków, może być zainteresowany dodatkowym zarobkiem, ale nie będzie chciał do nich dołączyć i walić szemranych interesów. Chrześcijański urzędnik, ujęty uśmiechem miłej koleżanki i jej opowieściami o byłym mężu tyranie może odczuć towarzyski przymus udzielenia jej pomocy, ale nie będzie chciał tej znajomości kontynuować na gruncie prywatnym. Jego brat zapewne zauważy możliwość łatwego przywłaszczenia sobie nieskutecznie chronionych dóbr, ale z pewnością nie wyciągnie po nie ręki, nie będzie bowiem chciał ich kraść.

Wobec powyższego należałoby stwierdzić, że codziennie w umyśle każdego człowieka pojawia się wiele myśli o różniej treści, z których jedynie nieliczne stanowią podstawę stworzenia aktu woli. Pojawianie się tych myśli jest od niego niezależne. Utworzenie się na podstawie tych myśli aktu woli jest od człowieka jak najbardziej zależne, zależne też od jego wiedzy, przekonań, sumienia . W umyśle chrześcijanina również pojawiają się  różne myśli, ale, ponieważ posiada on sumienie oraz zna wolę Boga, nie dojdzie do zbudowania aktu woli na podstawie myśli, uznanej przez niego za złą.

Dlatego odważę się zachęcić Was, Chrześcijanie: Róbta, co chceta!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz