Jadący przede mną wielokrotnie próbuje wyprzedzić ciężarówkę, ale nie decyduje się na taki krok. Samochód powinien sobie z manewrem poradzić. Od czasu do czasu droga biegnie prosto, a pas przeciwległy jest pusty. Jadący przede mną wysuwa się na ten pas, już wydawałoby się, że wciśnie pedał gazu i mordęga się skończy. Nic z tego. Wraca.
Nie pozostaje mi nic innego, niż jechać za nim, obserwując sytuację na drodze. Wyprzedzenie dwóch pojazdów nie wchodzi w rachubę. Nie ma też takiej możliwości technicznej, która pozwoliłaby na przekazanie jadącemu prze mną kierowcy w odpowiednim ułamku sekundy hasła : "Jedź! Teraz zdążysz. Gaz do dechy!"
Sytuacja dobrze znana nie tylko kierowcom. Baczny obserwator z otaczającego go tłumu bez trudu wyłuska takich ludzi, którzy chcieliby w swoim życiu coś zmienić. Szukają okazji. Próbują, ale w ostatniej chwili coś ich zniechęci. Jedyne, czego w takiej sytuacji potrzebują, to pozytywny "kopniak". Bratnia dusza, która zmęczonemu i zniechęconemu wieloma próbami osobnikowi szepnie na ucho: Teraz! Poradzisz sobie!
Problem polega tu nie na braku możliwości technicznych: obu zainteresowanych nie dzieli karoseria i odległość.
Co więc powoduje, że istnieje tak wielu ludzi, którzy niejednokrotnie w życiu podjęliby właściwe decyzje, zerwali z szkodliwymi zwyczajami, poprawili swój duchowy stan, nadali życiu nowy kierunek, i zrobili wiele innych, dobrych rzeczy, ale nie postąpili tak dotychczas i nie wiadomo, czy kiedykolwiek tak postąpią?
Nie jestem władny odpowiedzieć na powyżej postawione pytanie. Życzę jednak wszystkim, którzy tu trafią, aby w decydujących momentach ich życia w tym, rozpoczętym już Nowym Roku 2012 zawsze pojawił się ktoś, kto jednym może słowem dobre dzieło zainicjuje.
I baczmy jedni na drugich w celu pobudzenia się do miłości i dobrych uczynków.
(Biblia Warszwska, Hbr 10, 24)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz