piątek, 6 stycznia 2012

Świętujmy Trzech Króli!

Według starej dykteryjki z Radia Erywań na pytanie "Czy to prawda, że w Moskwie rozdają samochody?" należy odpowiedzieć następująco: "Właściwie to wszystko prawda, ale nie w Moskwie, a w Erywaniu, nie samochody, a rowery, no i nie rozdają, a kradną". Podobnie należałoby zareagować na tzw. święto Trzech Króli: niekoniecznie trzech, z całą pewnością nie byli królami, no i po co od razu świętować ich rzekome przybycie?
Jak prawie wszystkie tzw. święta religijne jego związek z prawdą biblijną jest , rzec by należało, znikomy. Kultywowane w tym dniu, odkurzane właśnie tradycje, z chrześcijaństwem niewiele mają wspólnego. A ja mimo to zachęcam chrześcijan: Świętujmy Trzech Króli. Tak samo, jak i inne podobne święta!

Według zapisów Bożego Słowa sabat, siódmy dzień w tygodniu, dany był człowiekowi w celu odpoczynku i zbliżenia się do Boga. Żydzi ten biblijny zwyczaj kultywowali. W piątek wieczorem nakrywali stół, tak, aby tego, co na nim położono, wystarczyło dla całej rodziny aż do wieczora dnia następnego. Do wygasającego, chlebowego pieca wkładano naczynie z odpowiednio przygotowanymi wiktuałami, po to, by po kilkunastu godzinach pieczenia w coraz niższej temperaturze spożyć smakowity, sycący ciulent. A po nim deser - kugiel. Niczego w sobotę nie przygotowując, nie zapalając ognia. Odwiedzano synagogę, wykonywano tylko najważniejsze prace, nie cierpiące zwłoki, następnie odpoczywano. W osadach, w których mieszkali sami Żydzi, każda rodzina tak funkcjonowała jeden dzień w tygodniu, No, chyba że komuś hodowlane zwierzę wpadło do dołu i trzeba było je wyciągnąć, do czego nawiązał Pan Jezus.

Przeniesienie tego dobrego zwyczaju do dzisiejszej Europy nie jest możliwe. Sobota i niedziela coraz bardziej upodabniają się do dnia powszedniego: otwarte sklepy, restauracje i punkty usługowe, działająca komunikacja, systemy zmianowe i czterobrygadowe... Co do handlu w niedzielę bywają czasem propozycje jego ograniczenia, ale nie wprowadza się ich w życie. Sam nie jestem zwolennikiem zamykania sklepów w niedzielę. Ciągle może zadzwonić telefon, a na drugiej stronie kabla miły głos poprosi o załatwienie sprawy biznesowej. Niektórzy nawet w niedzielę podczas nabożeństwa "wiszą" na telefonie. I nie dlatego, że tak chcą, ale są do tego zobowiązani przez pracodawcę.

Dlatego z zadowoleniem przyjmuję tych kilkanaście dni w roku, w których możliwość odpoczynku dotyczy większego grona społeczeństwa (bo przecież nie wszystkich). A jednym z takich dni jest Trzech Króli. Takimi dniami są też święta Bożego Narodzenia.

Pamiętam przed kilkoma kilka dni przed Wigilią zaczął padać śnieg. Biały puch pokrywał całą grudniową szarość coraz grubszą kołdrą. Borykałem się wtedy z pewnym problemem, był to spór z pewną instytucją. Nie chcę do tego wracać, ważne jest, że otrzymanie listu poleconego od tej instytucji mogło solidnie popsuć mi humor. Jednak świadomość kilku dni świątecznych, podczas których nie puka do drzwi listonosz i telefon częściej milczy, wzmocniona jakimś dziwnym przeczuciem, że gruba warstwa śniegu sparaliżuje komunikację i  nawet ewentualny listonosz przez nią nie przebrnie :-))) pozwoliła mi na zebranie sił i odpoczynek. Sąsiad garażowy zepchnął cały śnieg sprzed swojej bramy przed moją. Początkowo mnie to trochę poddenerwowało, ale pomyślałem sobie, że chyba o to chodzi, żeby i gruchot przez te dni odpoczął. Odkopałem go dopiero w Nowym Roku.

I właśnie takie powinny być święta. Niezależnie od tego, jak się nazywają, z jakiej tradycji się wywodzą, kto je ustanowił i co inni w te dni robią. Niekoniecznie trzeba jeść, to, co wszyscy, błaznować w papierowej koronie na głowie. Do mieszkańców tzw. blokowisk: wstańmy w świąteczny dzień wcześnie rano i rozkoszujmy się ciszą, której w innym czasie trudno uświadczyć.

Dlatego zachęcam wszystkich, którzy tu trafili: Niezależnie od tego, czy to święto Trzech Króli, czy Dwunastu Potraw, czy Wszystkich  Świętych. Świętujmy!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz