Echa expose premiera, wygłoszonego blisko miesiąc temu, powoli cichną. Swoisty drogowskaz, ustanowiony dla Polski na najbliższe cztery lata, opluty krytyką, zbryzgany jadem nienawiści, w końcu wyłamany z posady dzięki przemocy zawiści adwersarzy odejdzie powoli w niepamięć. Zanim to się stanie, chciałbym ujawnić chrześcijańskie przesłanie, które w nim odkryłem.
Nie odniosę się do całej jego treści - raczej powołam się na jedno słowo, które, powtórzone wielokrotnie, potęguje nastroje większości Europejczyków. Kryzys.
Kryzys, na który - nie wdając się w rzeczywiste znaczenie tego słowa - składają się niewydolny system emerytalny, starzenie się społeczeństwa, zadłużenie gospodarstw domowych, recesja, bezrobocie, załamanie się relacji międzypokoleniowych i wiele innych symptomów, które w wielu ludziach wyzwalają obawę o przyszłość, dla chrześcijan powinny okazać się zachętą do służby, okazywania innym wsparcia i dodawania im otuchy.
Możliwe jest, że w ciągu kilkunastu lat na arenie dziejów przybędzie starszych osób, o niewielkich dochodach, które pozostały bez opieki. Coraz więcej będzie tych, które wpadły w pętlę zadłużenia. Bieda kocha wielodzietność, a miłość ta cechuje się wzajemnością. Emigracja zarobkowa i wielokrotne powtórki z poszukiwania własnej gospodarczej tożsamości ujawnią swe żałosne skutki - zaniedbane dzieci, rozbite rodziny, rozerwane więzi...
Byłoby rzeczą właściwą, aby ewangelikalni chrześcijanie wdrożyli zintensyfikowane działania w celu przygotowania się do rozprawy z opisanym stanem rzeczy. Dobrze byłoby w tym celu zapomnieć o wszelkich wzajemnych animozjach, które dzielą Boże dzieci na grupy, trendy, strony i denominacje. Zrezygnować ze stawiania własnych tradycji i przekazów na równi z Żywym Słowem (lub ewentualnie niewielki poziom niżej), zaniechać mitologizacji przeżyć i własnych interpretacji Słowa. Zburzyć pomniki przywódców i innych bohaterów, a na piedestałach wywyższyć Pana Jezusa. Odwrócić się od górnolotnych frazesów, a pochylić się nad człowiekiem, będącym w potrzebie, nie pytając o przyczynę jego położenia.
Wtedy może okazać się. że spłata długu jest możliwa, i to wcale nie dzięki bogatej darowiźnie (na Wyspach działa organizacja CAP, której staraniem wiele ludzi spłaciło zadłużenie, nie otrzymując ani grosza), że możliwe jest wsparcie osób sędziwych, których starość zbiegła się z samotnością, że możliwe jest zaspokojenie wiele innych potrzeb. Nasz Ojciec jest bogaty. Kiedyś, dzięki jego bogactwu, kilkanaście tysięcy ludzi posiliło się chlebem i rybą.
Czy w dobie kryzysu w XXI wieku miałoby być inaczej? Nawet wtedy, gdy te same, życiowe potrzeby wyrażają się w nieco inny sposób?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz