wtorek, 12 lutego 2013

Publikuję stary, dawno już napisany post, który przeleżał dobrych kilka lat w przepastnej pamięci komputera. Leżał do dziś, teraz winien zobaczyć światło dzienne jako komentarz do ważnego wydarzenia ostatnich chwili - zgłoszenia zamiaru abdykacji przez Benedykta XVI.


Zamożnego emeryta poglądy na życie w kryzysie.



Drogie ciuchy, samochody, jacht, willa z basenem i żona, zmieniana co kilka lat na młodszy egzemplarz. Aby nie popaść w niepamięć i tym samym nie stracić dochodów, które tak naprawdę dopiero po sześćdziesiątce dają solidne zadowolenie – koncercik jakiś, pokazanie twarzy po udanym liftingu na wyborczym wiecu, w cieniu prezydenta lub innego celebryty. Do tego wywiad rzeka w prasie, książka lub płyta z kolorową okładką kryjącą treść o wartości odwrotnie proporcjonalnej do patosu lub chrapliwym głosem śpiewane melodie. Aby jeszcze gdzieś zaistnieć.

Taki model zamożnego emeryta znany jest w kręgach polityków, artystów i głupców.

Czy po drugiej stronie barykady, skleconej ze zleżałych zasług sklejonych świeżą próżnością oraz wiecznie świeżą żądzą zysku i popularności mogą czaić się inni bohaterowie?

Oczywiście. Stoi tu pełen godności stuletni Abraham wraz z niewiele młodszą żoną Sarą i malutkim Izaakiem, obok niego osiemdziesięciosześcioletni Kaleb, wciąż gotów do walki i pracy. Nieco dalej siedzi blisko stuletni Jan, pochylony, spisuje właśnie słowa nadziei dla przyszłych pokoleń, a sędziwy Hiob opowiada innym, że w cierpieniu też warto być blisko Boga. Zamyślił się ponadstuletni Mojżesz na wieść o tym, że jego podróż w góry będzie już tą ostatnią. Również Jesse jest pogrążony w rozmyślaniach: jego najmłodszy syn wczoraj jeszcze pasł owieczki, a teraz musi zatrudnić pasterza, bo syn z dnia na dzień stał się wojownikiem.

Jest jeszcze Barzillaj. Niedawno minęła osiemdziesiąta rocznica jego urodzin, a on sam jedzie spotkać się z królem Dawidem. Tym, który jest mu drogi i którego szanuje, którego gotów był znacznym nakładem środków i pracy wesprzeć, gdy ten uciekał przed własnym synem. Zdawał sobie sprawę z jego położenia, biedy, groźby głodu i dlatego regularnie wysyłał mu zaopatrzenie.

Teraz król wraca do swojego miasta i pałacu. Nie jest to tryumfalny pochód zwycięzcy, król wraca za łzami. Syn, który odważył się wystąpić przeciw niemu, zginął raniony strzałą. Król, mimo rozdzierającego smutku, przypomina sobie przyjaciela Barzillaja i raduje się, że przybył, aby go powitać i wraz z nim przekroczyć Jordan w drodze do Jerozolimy. Oczyma wyobraźni widzi go, w uroczystej szacie, zasiadającego przy jego stole. Dobrze jest mieć blisko siebie tak mądrych i dobrych doradców. Nie pozostaje nic innego, jak zaprosić go do swojego pałacu, nadać odpowiednią godność i cieszyć się jego obecnością.

Nie spodziewał się król zapewne takiej odpowiedzi, jaką dał mu Barzillaj:

Ileż to jeszcze dni życia mi pozostaje, żebym miał się udać z królem do Jeruzalemu?
Mam obecnie osiemdziesiąt lat. Czy mogę jeszcze odróżniać dobre od złego? Czy sługa twój umie jeszcze określać smak tego, co je lub pije? Czy potrafię jeszcze przysłuchiwać się śpiewom śpiewaków czy śpiewaczek? Po cóż jeszcze miałby twój sługa być ciężarem dla mojego pana, króla?
Sługa twój pójdzie z królem jeszcze nieco poza Jordan, ale po cóż miałby król tak sowicie mnie wynagradzać? Pozwól raczej powrócić twemu słudze, aby mógł umrzeć w swoim ojczystym mieście w pobliżu grobu swojego ojca i swojej matki. (2Sm 19, 34-37)

Odpowiedź Barzillaja przekonała króla.

Niestety, wydaje się, że utraciła swoją moc przekonywania w czasach, w których rezygnacja z tego, co wydaje się zbyt trudne do zdobycia, jest powodem do drwin, a cnotą jest działanie według zasady „bierz siły na zamiary, nie zamiar według sił” (A. Mickiewicz)

Postawa Barzillaja to świadomość własnych ograniczeń, umiejętność ich zaakceptowania i życia z nimi. Osiemdziesięcioletni mędrzec wie, że nie jest w stanie w pełni korzystać z zaszczytów, jakie czekają na niego w pałacu królewskim. Jego wiek, być może schorzenia i starcze dolegliwości nie pozwolą mu już cieszyć się smakiem wyszukanych potraw i być może powodują, że czuje się skrępowany na myśl o tym, że może potrzebować opieki. Niedomoga słuchu nie pozwala na radowanie się muzyką i śpiewem. Wie, że bliżej mu do trumny niż do tronu i najlepiej będzie spędzić te dni, które jeszcze mu pozostały, blisko domu, blisko rodzinnego grobowca, w którym też spocznie po odejściu do krainy świętego spokoju.

Dzisiejszy człowiek jest rzadko świadomy własnych ograniczeń. Bywają sytuacje, w których myśli, że cały świat należy do niego, gotów jest podjąć się realizacji każdego zadania, nie patrząc często na wiek, stan zdrowia, stan majątkowy czy możliwości intelektualne. Najlepszym przykładem niech będzie tutaj sytuacja ludzi, których zobowiązania kredytowe przerosły w końcu ich możliwości. Pokusa, aby brać, gdy dają, jest zawsze duża. Banki oferowały kredyty bez skomplikowanych zabezpieczeń, były więc osoby chętne do tego, by je brać. Tak wielu z nich żałuje teraz, że nie zadali sobie wtedy pytania o treści mniej więcej następującej:

Czy, żyjąc w przestrzeni wyznaczonej obiektywnymi ograniczeniami, mogę pozwolić sobie na dobra, których wartość przewyższa granice wyznaczonej mi życiowej przestrzeni?

Pytanie takie nie pojawiło się jedynie dlatego, że świadomość istnienia takich ograniczeń była mocno przytłumiona.

Młody człowiek, zanim naciśnie pedał gazu, rzadko zadaje sobie pytania o własne (i własnego pojazdu) ograniczenia: czy mam właściwą szybkość reakcji? Czy samochód jest w stanie wyhamować na tak krótkim odcinku? Czy jest w pełni sprawny technicznie? Czy za zakrętem nie znajduje się inny pojazd, którego nie widzę? Czy moja głowa jest z żelaza? Efekty zaniechania zadawania sobie takich pytań obrazuje kora zdarta z przydrożnych drzew i stan kory mózgowej delikwenta po spotkaniu z rzeczywistością, która bywa twardsza niż jego wyobrażenia.

Postawa Barzillaja w odniesieniu do codziennych, życiowych, najmniejszych nawet decyzji to ciągłe ich konfrontowanie z ograniczeniami, które mogą mieć wpływ na skutki tych decyzji. Pytanie, które należałoby sobie zadać, w najprostszych sytuacjach brzmi: „czy warto …. ?” lub „za jaką cenę …. ?”. Udzielenie sobie samemu szczerych i przemyślanych odpowiedzi na te pytania pozwoli na podjęcie działań, które być może doprowadzą do częściowej redukcji pragnień i aspiracji, poskromią  wybujałe ambicje, skonfrontują marzenia z rzeczywistością. Będzie mniej ryzyka, adrenaliny i pewności siebie, ale być może niejeden niepotrzebny dramat zostanie stłumiony w zarodku.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz